Trauma tatoo
17 lipca, obchodzony jako nieoficjalny Światowy Dzień Tatuażu, to dobry moment, żeby przypomnieć, że tatuaż nie zawsze powstaje w studiu i pod kontrolą artysty. Tatuaże zwykle kojarzą się z przemyślaną decyzją, wizytą w studiu i wzorem, który ma coś symbolizować. Czasem jednak skóra otrzymuje „tatuaż” zupełnie przypadkiem. Wystarczy uraz, odrobina pecha i kilka mikroskopijnych drobin, by ciało stworzyło pamiątkę, której nikt nie planował.
Na końcu artykułu dostępna jest wersja audio.
Tatuaż, którego nikt nie zamawiał
Czy zdarzyło się Wam spojrzeć na czyjąś bliznę i pomyśleć, że kryje się za nią ciekawa historia? Niektóre ślady na skórze rzeczywiście opowiadają więcej, niż mogłoby się wydawać. Naukowcy określają część z nich mianem „tatuaży pourazowych”.
Choć słowo „tatuaż” kojarzy się ze świadomym wyborem, w tym przypadku mamy do czynienia z efektem ubocznym urazu. To nie dzieło tatuatora, lecz rezultat działania biologii.
Jak powstaje traumatuaż?
Mechanizm jest zaskakująco prosty. Kiedy dochodzi do przecięcia skóry, otarcia lub silnego uderzenia, do rany mogą dostać się drobiny z otoczenia. Mogą to być cząstki asfaltu, piasku, sadzy, metalu albo innych materiałów obecnych w miejscu wypadku.
Podczas gojenia organizm odbudowuje uszkodzoną tkankę. Zdarza się jednak, że część tych drobin zostaje uwięziona pod powierzchnią skóry. W efekcie pozostają tam na lata, tworząc przebarwienia przypominające klasyczny tatuaż.
To dlatego lekarze czasem mówią o „tatuażu pourazowym”. W przeciwieństwie do zwykłego tatuażu nikt nie wybiera wzoru ani miejsca jego wykonania. Decyduje o tym przypadek.
Skóra, która pamięta
Takie zmiany obserwuje się między innymi po wypadkach komunikacyjnych, upadkach na asfalt czy urazach związanych z eksplozjami. Często nie są widoczne od razu. Rana goi się pozornie normalnie, a dopiero później pojawiają się ciemniejsze smugi lub plamy.
Można powiedzieć, że skóra zachowuje własną dokumentację zdarzeń. Nie zapisuje wspomnień w neuronach, lecz w tkance. To biologiczny odpowiednik notatki pozostawionej przez przeszłość.
Blizna to nie to samo
Blizna i tatuaż pourazowy mogą wyglądać podobnie, ale powstają w nieco inny sposób. Blizna jest efektem odbudowy uszkodzonej skóry. W tatuażu pourazowym dodatkową rolę odgrywają obce cząstki pozostające w tkance.
Organizm nie zawsze usuwa takie drobiny. Zamiast tego często „wbudowuje” je w nowo tworzoną skórę. W rezultacie przebarwienie zostaje na długo, a czasem nawet na całe życie.
Historia zapisana pod skórą
Określenie „traumatyczny tatuaż” jest przewrotne. Nie oznacza świadomej ozdoby ani formy ekspresji. To ślad wydarzenia, które pozostawiło po sobie fizyczny podpis.
Niektórzy ludzie odkrywają takie znaki wiele lat po urazie. Bywa, że dopiero wtedy przypominają sobie zdarzenie, które mogło być ich przyczyną. Ciało okazuje się lepszym archiwistą, niż mogłoby się wydawać.
Jest w tym pewna ironia. Tatuaż od wieków symbolizuje wybór, deklarację lub pamiątkę. Tymczasem traumatuaż powstaje bez zgody właściciela skóry. To nie dzieło sztuki stworzone z zamysłem. To zapis chwili, którą ciało uznało za wartą zachowania.
Nasze organizmy pamiętają więcej, niż często zakładamy. Nie tylko w emocjach i wspomnieniach, ale również w tkankach. Czasem historia zostaje zapisana dosłownie pod skórą.
To właśnie takie naukowe pogranicza — między biologią, medycyną i mechanizmami działania ludzkiego ciała — rozkładamy na części pierwsze na antenie Akademickiego Radia LUZ.
Wszystko to w ramach cyklu O.B.C.Y — Odkrywamy Bez Cienia Ygreka. Serii, która powstała po to, by każde „dlaczego?” (czyli nasze małe naukowe why) przestało brzmieć jak pytanie z innej planety.
Tekst: Łukasz Machowczyk