Wernisaż „Muzyka w kadrze. Emocje zatrzymane w czasie”
Wernisaż „Muzyka w kadrze. Emocje zatrzymane w czasie”, który odbył się 20 lutego w Łaskim Domu Kultury, przyciągnął miłośników fotografii, którzy chcieli zobaczyć prace Karoliny Filarczyk. Spotkanie było nie tylko okazją do rozmów o twórczości, ale też do spojrzenia na drogę, jaką autorka przeszła w ostatnich latach.
Karolinę poznałem rok temu podczas Łódź Summer Festival 2025. Pracowaliśmy wtedy po kilkanaście godzin dziennie – w deszczu, pod presją czasu i w atmosferze typowej dla dużych festiwali. Takie warunki szybko weryfikują ludzi i budują relacje, które później przenoszą się poza zawodowy kontekst. Kilka miesięcy później odezwała się z zaproszeniem na swój wernisaż w Łasku. Pojechałem, by zobaczyć, jak jej doświadczenia i wrażliwość przełożyły się na sztukę. Efektem tej wizyty jest rozmowa z autorką oraz moje wrażenia z wydarzenia. Na początek zapytałem co jest głównym tematem tego wieczoru?
Na wydarzenie pojechałem z konkretną ciekawością — chciałem zobaczyć, dlaczego właśnie w tym miejscu zdecydowała się pokazać swoje prace i jak lokalna przestrzeń wpłynie na odbiór fotografii.
Organizacja wernisażu to jednak nie tylko kwestia wyboru miejsca. To proces, który zaczyna się dużo wcześniej — od koncepcji, przez selekcję prac, aż po budowanie atmosfery samego wydarzenia. Jak wygląda to od kulis i jak takie wydarzenie ma wyglądać?
Wydarzenie rozpoczęło się od panelu poświęconego autorce fotografii. Dotyczyło m.in. jej początków, inspiracji i trudności w pracy. Po rozmowie o fotografii wieczór płynnie przeszedł w część muzyczną. Koncerty nadały spotkaniu swobodniejszy charakter i pozwoliły uczestnikom zostać w artystycznej atmosferze jeszcze przez kilka godzin. Kto pojawił się na scenie?
Po części muzycznej przyszedł moment, na który wielu czekało najbardziej — oglądanie fotografii. Czym jest przedstawiony cykl i co autorka prezentowała tego wieczoru?
Galeria z fortepianem, w której odbywał się wernisaż, wypełniła się fotografiami — od większych formatów po bardziej kameralne kadry. Każda z prac opowiadała osobną historię, dlatego trudno byłoby zatrzymać się przy wszystkich. Na mnie zdecydowanie największe wrażenie zrobiła fotografia Michała Wiśniewskiego, którego miałem okazję poznać na tej samej edycji Łódź Summer Festival na której poznałem Karolinę Filarczyk. A jaka fotografia sprawiła autorce największą satysfakcję i dlaczego?
No dobrze, a w takim razie która z fotografii sprawiła Karolinie Filarczyk największe trudności.
Wystawa dostępna jest do 15.03.2026 w Łaskim Domu Kultury. Informacje zebrał i opracował dla Radia LUZ Marek Kuś.

autor: Marek Kuś, fot. Karolina Filarczyk