Wydając album PAINLESS, wyróżniony przez nas w zestawieniu najlepszych albumów zagranicznych 2022 roku, Nilüfer Yanya postawiła dla siebie bardzo wysoką poprzeczkę artystyczną. Jej oficjalny singlowy powrót od czasu tego wydania udowadnia, że dla Brytyjki była to zaledwie rozgrzewka.
W Like I Say (I runaway), artystka trzyma w napięciu słuchaczy, bawiąc się balansem pomiędzy spokojem i miękkością płynącą z jej szeptanego wokalu a rozmytą, psychodeliczną instrumentalną stroną. Gdy z rosnącym tempem utwór wskakuje na wyższy bieg, chropowata, zniekształcona gitara zaprasza do wkroczenia w muzyczny świat pełen nietypowych faktur. Wewnątrz niego, czerpiący z shoegaze’u zapętlający się refren wydaje się wiercić dziurę w głowie, a rytm perkusji zaszywa się w każdej części ciała, które zachęcone pozwalają sobie podążać za błyszczącym wokalem.
Jako jeden z najbardziej energicznych utworów Nilüfer w katalogu, Like I Say jest pierwszym przedsmakiem tego, co nadchodzi. Przesłanie singla jest zaskakująco proste – mówi o momencie, w którym zdajesz sobie sprawę, jak cenny jest twój czas. Zgodnie z tą ideą, przekonuję wszystkich, że czas spędzony odsłuchując naszego najnowszego mocograja na zapętleniu, na pewno nie jest stracony…
Nowy album IDLES zatytułowany TANGK ujrzał światło dzienne 16 lutego, od razu zachwycając wielu (w tym mnie). Charakterystyczne dla zespołu surowe, chłodne, brytyjsko-irlandzkie brzmienie i mechaniczny rytm zachęca do czegoś mniej lub bardziej przypominającego taniec. To album pełen siły, wdzięczności i… miłości.
Tekst Jungle jest historią człowieka, który stawia czoła wyzwaniom i wewnętrznym demonom. Znajduje się on w obliczu niebezpieczeństwa, które uchwycone jest w różny sposób – jako surowe więzienie, atak dzikich zwierząt czy przebywanie sam na sam ze sobą. Konfrontacje z trudnościami zwykle nie kończą się dla niego dobrze, gubi się i traci kontakt z rzeczywistością. To takie błędne koło, z którego wyrwanie się wydaje się niemożliwe. A może nie jest to aż tak pesymistyczna wizja?
I lost myself again, I lost myself again, save me from me, I’m found, I’m found, I’m found…
Na rodzimym podwórku muzyki alternatywnej mamy cały arsenał broni białej. Precyzyjnie niczym Skalpel, rozdzierająco jak Siekiera, na scenę wracają Noże. Najnowszy singiel zespołu z gościnnym udziałem Ofelii zapowiada długo wyczekiwany drugi album składu.
Jeśli w 2019 nie trafiliście na album Gniew, lub w 2022 nie trafiliście na singiel Heliocentryzm. Jeżeli w zeszłym roku nie złapaliście ich na trójmiejskiej edycji Męskiego Grania, lub na płycie Jerzyka Krzyżyka. Dziś najwyższa pora nadrobić tę niewiedzę zaczynając od najnowszego singla. Noże ponownie pokazują, jak idealnie nabudować emocje i zagrać skrajnie przejmujący refren piosenki. Ofelia i Karol Kruczek płynnie prowadzą nas przez swoją opowieść, splatając jej narrację. Co daje nam kolejne podejście zespołu do współpracy z innymi artystami i artystkami? Niesamowitą balladę osadzoną w górniczych realiach, dorosłych, dalej rozdrapujących swoje młodzieńcze rany. Rozpłyńcie się w tej opowieści i poznajcie Noże!
Kresy to jedno z największych zaskoczeń roku 2023. Wiadomo, mamy już 2024, ale Kresy nadal świeżutkie i gorące. W nowym roku życzę sobie trzech EP tego zespołu, a nie dwóch. W jeszcze nowszym czterech, a w najnowszym… niech wydadzą cały album.
WaluśKraksaKryzys, od zawsze boleśnie szczery w swojej sztuce, jeszcze nigdy nie był tak czuły dla samego siebie. Jego najnowszy singiel gdybym wtedy wiedział to, co teraz wiem jest niejako odą do życia, jego docenieniem. Mam też wrażenie, że paradoksalnie to właśnie w tym utworze głos Walusia brzmi najbardziej emocjonalnie. Nie wtedy, kiedy przepełniony jest rozpaczą lub złością, tylko tutaj, gdzie wypełnia go żal nad przeszłym sobą i nadzieja na lepsze jutro (którego nie może się już doczekać). Lirykowi towarzyszy typowa dla Walusia gitara z pogłosem, która całości dodaje jeszcze więcej melancholii – jednak w tym wypadku nie pogrąża nas w smutku, co raczej skłania do uśmiechu.
Nadeszła burza piaskowa. Niektórzy w tym wypadku zabezpieczyli swój dobytek przed wszechobecnymi drobinkami piasku. Inni natomiast oczekiwali jej z niecierpliwością. Nie jest to bowiem zwyczajna burza. Między silnymi porywami wiatru można usłyszeć niezliczone pokłady ciężkich, brudnych gitar, wyrafinowanej ostrości czy gniewu, jaki kotłował się w sercu owej burzy przez ostatnie lata. Ten ostatni element szczególnie daje się poznać w formie tekstów będących wspomnieniem towarzyszących emocji. To właśnie one są kluczem do zrozumienia In Times New Roman…, jednej z najmroczniejszych płyt, jakie Queens of The Stone Age oddali nam w swojej karierze. Włącz 91.6 FM i razem z nami wypatruj burzy piaskowej o każdej pełnej godzinie.
Idzie wiosna i Kwiaty budzą się do życia, zapraszając do zwiedzania Zamku. Przewodnikami są idealnie współbrzmiące ze sobą mocny bas, rozmarzona gitara, ekspresyjna perkusja i perłowy śpiew. Prowadzą nas wspólnie, ale każdy z nich ma swoją historię do opowiedzenia. Nieco różnią się od siebie, ale razem układają się w harmoniczną, zachwycającą całość. Urozmaicają zwiedzanie. Czarują. Tworzą doświadczenie jedyne w swoim rodzaju. Tak abyśmy jak najlepiej ów Zamek zapamiętali i z chęcią do niego powracali.
Zamek to już ostatni singiel przed wydaniem drugiego albumu Kwiatów. Zaznaczcie 7 kwietnia w kalendarzu, bo właśnie wtedy będzie miała miejsce wystawa Porcelany.
Samotne tory na środku dzikiego pustkowia, w oddali słychać pociąg. Stukot kół wybrzmiewa skocznym tempem niczym perkusja, a pod ciężarem wagonów uginają się przypominające szorstką gitarę skrzypiące tory. Aby umilić sobie tułaczkę, pasażerowie zgodni są co do jednego: Fontaines D.C. I choć wybrany utwór znają lepiej pod postacią folkowej ballady Nicka Drake’a, zespół przedstawia swoją całkowicie odmienną wersję. Nowe oblicze‘ Cello Song przenosi podróżników prosto na dziki zachód, a tytułowe wiolonczele pozwalają poczuć im namiastkę prawdziwego westernu. Następna stacja: 91.6 FM.
Mówi się, że trzeba wiedzieć kiedy zejść ze sceny. Syndrom Paryski już jakiś czas temu zapowiedział swoje odejście, ogłaszając pożegnalny koncert na Peleton Feście. Skład odchodzi w chwale, pozostawiając po sobie pożegnalny Slam — ostatni singiel zespołu po ponad 4 latach obecności na scenie. Wojtek, Bastian, Sebek, Pawlak i Michał zostawiają za sobą ten etap, a my na pewno nie po raz ostatni skupimy uwagę na ich dzieło.
Syndrom Paryski, czyli jeden z czołowych zespołów polskiej sceny niezależnej po raz kolejny udowadnia, czym zasłużył sobie na taką renomę. Recytowane fragmenty zwrotek zestawione z refrenem, który aż prosi o wykrzyczenie go na koncercie. Tekst uderzający gdzieś w tył głowy każdego z nas mieszanką zwątpienia i nadziei. Prześwietne brzmienie i riffy definiujące stan polskiego midwest emo (jako topowy). To połączenie, do którego Syndrom przyzwyczaił nas już dawno, jednak z każdym kolejnym razem jest to coraz bardziej wciągające wydarzenie.
Poznańscy sad boys zaskarbili sobie serca słuchaczy już u progu kariery, wydając Zwiedzanie (jeszcze jako duet Wojtka i Sebastiana). Później otrzymaliśmy kolejne single, pierwszy mini album i debiut Małe pokoje w wielkim mieście. Olbrzymią popularnością nadal cieszą się hitowe single: Nie Śpię, czy Sygnały końca pociągu. Syndrom potrafił zaskoczyć też kolaboracjami. Singiel Ludzie z featem Młodego Yerby, czy EPką Małe Pokoje: Remixed, gdzie udzielili się TBH, Phil Hollins i air hunger. Klątwa i Slam to domknięcie pięknej historii, która zostanie ze słuchaczami na lata.
Ostatni poetycki SlamSyndromu Paryskiego
Wstydem byłoby nie wspomnieć o klipie, który towarzyszy temu pożegnaniu. Dzieło ekipy Harmider to bardzo trafne wizualne rozwinięcie samego utworu, który popycha do podjęcia działania. Całość osadzona w chłodnych industrialnych przestrzeniach zgrabnie przełamanych powtarzającym się motywem pomarańczowego koloru. Syndrom Paryski na ostatniej prostej wykonał też drobny ukłon w kierunku swoich fanów, zapraszając ich do udziału w teledysku.
Pożegnania są ciężkie i z bólem przychodzi mi pisanie o końcu kariery Syndromu. Pozostaje nam dalej cieszyć się tym, co wnieśli w scenę niezależną i śledzić działania powiązanych projektów. Chłopaków usłyszeć możemy jeszcze w formacjach takich jak Raw Plastic, Renmin Ribao i oysterboy (którego wokalista odpowiada za mix Slamu). Poza tym Wojtek i Pawlak realizują się też w ramach solowych projektów jako goddiei pawlack. Wierzę, że wszyscy zapamiętamy tę historię na długo, a tymczasem zapraszam na poetycki slam.
Nasze serwisy używają informacji zapisanych w plikach cookies. Korzystając z serwisu wyrażasz zgodę na używanie plików cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki, które możesz zmienić w dowolnej chwili.